Po wymianie kilku komentarzy z jednym z gości mojego bloga postanowiłem napisać niniejszy post.
To prawda, że współczesna Polska nie jest wymarzonym do życia miejscem. Bardzo bardzo wiele trzeba by było w niej zmienić. Ale wierzę, że takim miejscem mogłaby się stać. Już raz w historii takim wymarzonym miejscem do życia była…
Przez dwa czy trzy stulecia – w czasach Złotego Wieku Rzeczpospolita była najwspanialszym miejscem w ówczesnym świecie. Dlaczego tak sądzę? Ano dlatego, że najbardziej wiarygodnym sposobem mierzenia opinii ludzi o czymś jest zbadanie ich zachowania. Ludzie po prostu głosują nogami. Idą i osiedlają się tam, gdzie uważają, że będą żyli w szczęściu i dobrobycie. To dlatego tak wielu ludzi wyjeżdżało do rodzących się Stanów Zjednoczonych w XIX wieku, i dlatego teraz kilka milionów Polaków postanowiło szukać szczęścia w Dublinie albo Londynie. W czasach Złotego Wieku Rzeczpospolitej takim celem emigracji była Polska. To wówczas nad Wisłą osiedlili się wygnani z Zachodu Żydzi, głodujący w swoim kraju Niemcy i Holendrzy… i przedstawiciele kilku innych narodów.
To wówczas niemieckojęzyczni Gdańszczanie mówili o sobie z dumą: Ich bin Pole!; tak samo mówili po rusku Rusini, po litewsku Litwini… tak samo mówili o sobie Ormianie, Żydzi. To do Polski uciekali po pomoc hospodarowie Mołdawscy i wielcy mistrzowie z Inflant.
Jeszcze podczas II wojny światowej istniał pułk ułański złożony z polskich muzułmanów, który kultywował tradycje zapoczątkowane pod Grunwaldem.
Polacy stworzyli wówczas kraj o jakim dziś możemy tylko pomarzyć. Ale wierzę, że jak coś się dało stworzyć raz – można to raz jeszcze zbudować. Trzeba tylko chcieć.
Raz już Polakom udało się zbudować wspaniały kraj. Możemy to zrobić po raz drugi.
Jest wiele teorii wyjaśniających powody upadku I Rzeczpospolitej. Jedne mówią o uwarunkowania zewnętrznych i zmowie rosnących w siłę sąsiadów, drugie o powodach wewnętrznych według, których osiemnastowieczna Polska nierządem stała. Pewnie obie te wersje są w jakiejś mierze słuszne, choć co i raz podnoszony argument, że jednym z koronnych powodów upadku I RP było istnienie liberum veto uważam za całkowicie bałamutny. Gdyby na którymś z sejmów przyjmujących obcą interwencję znalazł się jeden odważny poseł, który krzyknąłby właśnie liberum veto, być może historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. Nie wiem czy lepiej – ale inaczej.
Moim osobistym zdaniem – ale jest to zdanie tylko i wyłącznie prywatne – poza tymi przyczynami ogólnie znanymi była jedna, kardynalna, o której się rzadko mówi. A mianowicie mizeria gospodarcza XVIII wiecznej Polski. Max Weber trochę przesadzając zresztą, ale niewiele, mówił o Polsce, że jest to jedyny kraj w którym się nic nie produkuje a wszystko sprowadza z zagranicy. Niestety – przez ostatnich dwadzieścia lat wszystkie polskie ekipy rządzące nie wyłączając obecnej – robiły co tylko mogły, by w Polsce nic się nie produkowało i nie opłacało się pracować. Chyba, że w zachodnioeuropejskich koncernach dla których zawsze znajdowały się jakieś ulgi podatkowe, koncesje, zezwolenia i zwolnienia. A często i dofinansowania. Polskie firmy w Polsce mogą liczyć tylko na kolejny wyższy podatek oraz kontrolę, inspekcję i próbę wymuszenia łapówki dla urzędniczej mafii.
A wracając jeszcze nieco do rozważań historycznych: XIX wieczna Polska podzielona pomiędzy trzech zaborców i targana ciągłymi powstaniami, nie potrafiła sama wybić się na niepodległość. W kolejnych rewolucyjnych zrywach ginęły kolejne pokolenia najlepiej wykształconych i najbardziej świadomych obywateli. Z jednej strony przyczyniało się to do trwania samoświadomości narodowej – z drugiej niszczyło najbardziej wartościowy kapitał narodu czyli ludzi. Może gdyby ówcześni Polacy zajęli się robieniem pieniędzy zamiast konspirowaniem w dwa czy trzy dziesięciolecia nazbieraliby tyle, że wystarczyłoby na łapówki dla carskich urzędników, którzy załatwiliby Polsce niepodległość. Za łapówki można było wszakże w carskiej Rosji załatwić wszystko; a i dzisiaj, jak czytam tu i ówdzie, jest nie inaczej. Cóż, najlepszy ponoć premier w historii Rosji, który wprowadził w państwie carów zaczątki kapitalizmu – Piotr Stołypin miał stwierdzić, że dobrze się stało, że Polska została podzielona pomiędzy trzech zaborców, a nie w całości trafiła pod skrzydła carów w końcu XVIII wieku. Bo gdyby ówcześni carowie zdecydowali się na samodzielne włączenie Polski do Imperium bez współudziału Prus i Austrii, to w dwa dziesięciolecia car by się spolonizował, przeniósł stolicę do Warszawy i to Polska a nie Rosja byłaby elementem dominującym w Imperium Romanowów. Coś w tym chyba jest, bo nawet z taką słabą pokawałkowaną Polską wszyscy musieli się liczyć… wszakże nawet Józef Piłsudski brał łapówki od rządu Japonii podczas wojny japońsko-rosyjskiej.
Dwa ostatnie wieki wyniszczyły Polskę tak, że stała się ona cieniem samej siebie. Tyle, że ten cień nadal jest w grze… nadal ma szansę…
Ponoć najbogatszą mniejszością narodową w Stanach Zjednoczonych są Żydzi, a drugą… Anglicy? Niemcy? Chińczycy? Francuzi? Irlandczycy? – otóż nie! Polacy! Drugą najlepiej zarabiającą i najbogatszą częścią amerykańskiego społeczeństwa są emigranci z Polski.
Jednocześnie Polacy są najgorzej zorganizowaną grupą etniczną w USA… wielu z nich wstydzi się swojej polskości… wstydzi się historii, języka, kultury, nazwiska… Niestety sami sobie wmówiliśmy albo daliśmy sobie wmówić, że jesteśmy narodem gorszym, głupszym, złożonym z jakichś podludzi. I sami w to wierzymy.
Jak to się dzieje, że Polacy w USA to najbardziej wartościowa część miejscowej populacji, która potrafiła się dorobić, wybić, wykształcić… a ich rodzeństwo w Polsce nadal ma w pogardzie samych siebie i nadal wybiera do władz ludzi, którzy w normalnym kraju mieliby problem z otrzymaniem posady zamiatacza ulic?

cała prawda o nas niestety! Polacy szkodzą sobie sami!!!