Kiedy czytałem ten artykuł w Rzeczpospolitej przypomnieli mi się nasi posłowie: Stanisław Łyżwiński i Andrzej Lepper…
Na tym tle to może i lepiej, że zabawiali się w molestowanie seksualne własnych sekretarek i bezrobotnych dziewczyn zatrudnionych w biurach poselskich po znajomości. W sumie to mniejsze prawdopodobieństwo, ze dziewucha z sąsiedniej wioski okaże się agentką Niemieckiego, Izraelskiego czy Rosyjskiego wywiadu. Tym bardziej Chińskiego… Ale w sumie kto tam takie wiejskie dziewuchy wie, czy przypadkiem nie pracują dla skośnookich…
A tak już na poważnie: według mnie jednym z ważnych powodów dla którego należałoby ograniczyć liczbę posłów i senatorów jest to, że nie da się utrzymać w tak dużym gronie osób. 560 posłów i senatorów to stanowczo za dużo – zawsze wśród nich znajdzie się kilku takich, którzy każdą informację o jakiej się dowiedzą natychmiast pójdą i wypaplają każdemu, kto zechce słuchać.
Erotyczna pułapka na dyplomatów
Tajne służby korzystają z usług pięknych kobiet do wykradania tajemnic. Na celowniku są między innymi Polacy.
Doradca premiera Wielkiej Brytanii cały wieczór przetańczył w objęciach pięknej dziewczyny w dyskotece w Szanghaju. Potem zaprosił ją do hotelu. Rano urzędnik stwierdził, że dziewczyna zniknęła, a razem z nią urządzenie do wysyłania i odbierania poczty elektronicznej.
Do zdarzenia doszło na początku roku podczas oficjalnej wizyty Gordona Browna w Chinach. Współpracownik premiera natychmiast poinformował o kradzieży służby bezpieczeństwa. Zdaniem ekspertów chiński wywiad najprawdopodobniej bez trudu odzyska wszystkie informacje zapisane w malutkim komputerze, a nawet może wykorzystać go do włamania się na serwer Downing Street. Brytyjski kontrwywiad jest niemal pewien, że chiński wywiad zastawił «honey-trap» – słodką pułapkę nagminnie stosowaną w czasach zimnej wojny.
Władze w Tokio są przekonane, że w podobną pułapkę wpadł trzy lata temu jeden z pracowników japońskiej ambasady w Pekinie. Dyplomata, który miał być szantażowany przez pracownicę baru karaoke, popełnił samobójstwo. Chińskie władze zapewniają, że to bezpodstawne pomówienia.
Seks na rozkaz
– W takich metodach przodowali Rosjanie, a teraz świetni są w nich także Chińczycy. Ta technika operacyjna najlepiej sprawdza się w krajach niedemokratycznych, gdzie można agentce kazać iść do łóżka z osobą, którą interesuje się wywiad. Ale sięgają po nie także kraje demokratyczne. Jako przynęty stosują na przykład prostytutki – mówi Rzeczpospolitej Yossi Melman, komentator ds. bezpieczeństwa i służb wywiadowczych izraelskiej gazety Haarec.
Polscy dyplomaci nie mają wątpliwości, że obce służby także stawiają na ich drodze atrakcyjne kobiety, a czasem przystojnych mężczyzn. – W kobiecie w sile wieku na naszej placówce zakochał się dwudziestoletni Ukrainiec. Jej oczywiście zaszumiało w głowie i była zachwycona, że jest atrakcyjna. Ja jestem pewien, że chłopak był podstawiony – opowiada Rzeczpospolitej jeden z polskich ambasadorów. Jego zdaniem w wielu przypadkach nie da się na 100 procent stwierdzić, czy chodzi o działania tajnych służb.
– Czasami są to zwykłe romanse. Ale nie mam złudzeń co do tego, że np. na Białorusi romanse są aranżowane przez służby wywiadowcze. Najczęściej do takich przypadków dochodzi właśnie w krajach byłego ZSRR – przekonuje dyplomata.
30 lat więzienia za romans z Polką
Do historii tajnych służb przeszła pułapka, jaką zastawiono w Polsce w 1963 r. Polska agentka oczarowała amerykańskiego dyplomatę Irvina Scarbecka, któremu zrobiono ukradkiem kompromitujące zdjęcia i zmuszono do współpracy przeciw USA. Gdy sprawa wyszła na jaw, został skazany na 30 lat więzienia.
Adepci tajnych służb uczą się też o przypadku z 1987 roku w amerykańskiej ambasadzie w Moskwie. Clayton Lonetree, szef straży tej placówki, dał się uwieść rosyjskiej tłumaczce, która pracowała dla KGB. Szantażowany przekazywał tajne dokumenty jeszcze po przeniesieniu do Wiednia. W końcu jednak przyznał się do współpracy.
Najsłynniejsza w historii słodka pułapka została zastawiona w 1986 r. w Londynie. Wpadł w nią Mordechaj Vanunu, izraelski inżynier nuklearny, który ujawnił brytyjskiej prasie, że Izrael posiada bombę atomową. Izraelskie służby postanowiły przekonać mężczyznę do wyjazdu z Wielkiej Brytanii, aby można było go porwać, nie wywołując kryzysu w stosunkach z Londynem. – Mossad doskonale znał portret psychologiczny Vanunu. Podstawiono mu kobietę, która tak mu zawróciła w głowie, że przekonała go do wyjazdu do Rzymu. Tłumaczyła, że ma tam mieszkanie, gdzie nikt im nie będzie przeszkadzał. A z Rzymu Vanunu został uprowadzony do Izraela – opowiada Melman.
Osłabiona czujność
Dziś kraje zachodnie przygotowują swoich polityków i dyplomatów na możliwość spotkania ze szpiegiem w przebraniu. Ale nie zabrania się im zawierania przelotnych znajomości. Urzędnik wyższego szczebla dopuszczony do tajemnic państwowych ma jednak obowiązek poinformować o dokładnych okolicznościach takiego spotkania. – Tak jest m.in. w Izraelu. Chodzi o to, aby nie można było potem takiego spotkania wykorzystać do szantażu – mówi Yossi Melman. Zachodni dyplomaci regularnie wzywani są też na rozmowy z przedstawicielami kontrwywiadu, którym muszą zdać dokładną relację ze wszystkich podejrzanych wydarzeń.
O dziwo, słabo przygotowani na tego rodzaju pułapki są dyplomaci rosyjscy. – Nie mają specjalnych szkoleń, ostrzegających przed różnego rodzaju «wpadkami». Zakładamy, że każdy powinien o nich wiedzieć, a także dbać nie tylko o moralność państwową, ale i prywatną, co pozwoli uniknąć kłopotów – mówi Rzeczpospolitej Artion Małgin, doradca ds. międzynarodowych rektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych przy rosyjskim MSZ (MGIMO).
Również polscy dyplomaci nie przechodzą szkoleń w tej sprawie. – Mamy procedury na wypadek kontaktu z obcym agentem, ale mało kto o nich wie. Jeżeli ma się podejrzenia, że doszło do takiej sytuacji, trzeba zawiadomić ambasadora. A on, żeby informacja nie została przejęta przez obcy wywiad, powinien osobiście pojechać do kraju i spotkać się z pracownikiem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego lub wywiadu. Ale nie słyszałem, by ktoś to robił – mówi jeden z polskich dyplomatów. Jak się dowiedziała Rzeczpospolitej, w polskim MSZ trwają prace nad powołaniem biura bezpieczeństwa dyplomatycznego, które ma opracować nowe procedury i pilnować ich przestrzegania.
Wojciech Lorenz
