Kanały:
Wpisy
Komentarze

Najseksowniejszy magazyn ze zdjęciami Polki
Fotografie byłej liderki rankingu tenisistek Serbki Any Ivanovic oraz najlepszej alpejki świata Amerykanki Lindsey Vonn ozdobiły tegoroczną edycję specjalnego dodatku o kostiumach kąpielowych magazynu “Sports Illustrated”. Autorką zdjęć jest Polka – Marlena Bielińska.
Najnowsza edycja wydawanego od 1964 roku magazynu, do którego zdjęcia robiła Bielińska, trafiła do sprzedaży we wtorek. Nakład na całym świecie przekroczy 100 milionów egzemplarzy. Sesje zdjęciowe zorganizowano w malowniczych plenerach w Portugalii, Chile, Indiach, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i na Malediwach.
Ivanovic już po raz drugi wzięła udział w tym przedsięwzięciu, pozując Bielińskiej w grudniu ubiegłego roku w Nowym Jorku. “To bardzo ciekawe doświadczenie: zabawa i wyzwanie jednocześnie. Oczywiście to też okazja do ciekawego spotkania z ludźmi, którzy są liderami w swoich dziedzinach, takich jak fotografia czy moda. Miło się z nimi pracuje” – powiedziała tenisistka z Belgradu. pozycję w rankingu WTA Tour.
Od kilku lat dodatek magazynu, poświęcony w całości modzie plażowej, w szerszej wersji jest dostępny na internetowej stronie “Sports Illustrated”. Tam można znaleźć 45 zdjęć Ivanovic w różnych sceneriach. Na kilku jest w żółtym kostiumie oplątana siatką tenisowa albo w różowym na tle kilkuset piłek tenisowych w tym samym kolorze.
Vonn, która może być największą gwiazdą igrzysk w Vancouver, pozowała w Whistler, gdzie będzie się toczyć walka o olimpijskie medale. Na większości zdjęć towarzyszą jej narty. Oprócz Ivanovic i Vonn w magazynie pojawią się zdjęcia snowboardzistek Clair Bidez i Hannah Teter oraz narciarki w stylu dowolnym Lacy Schnoor.
Przed rokiem na całym świecie sprzedano ponad 66 milionów egzemplarzy “Sports Illustrated-Swimsuit”.

Źródło: dziennik.pl/sport/article545999/Najseksowniejszy_magazyn_ze_zdjeciami_Polki.html

Galerianki – margines czy zaniedbane dzieci

– Co to jest miłość? – spytaliśmy jedną z bohaterek tego tekstu. Cisza. – A seks? – To różne czynności, za które można dostać nową bluzkę, buty… – Brzmi jak kwestia z filmu. A tak mówi nastolatka przesiadująca z koleżankami w galerii handlowej. Wypatrują panów, którzy coś im kupią za chwilę sam na sam. Kim są te dziewczęta? I gdzie są ich rodzice?
Nie mówią o sobie „prostytutki”. Jeśli już, to „galerianki”, od miejsc, gdzie czekają na chętnych. Rówieśnicy nazywają je pogardliwie „razówki” (gdy obliczają, ile razy trzeba się spotkać, by dostać np. telefon) czy „foteliki” (gdy ze sponsorami wsiadają do ich aut). Zjawisko nastolatek uprawiających seks wcale nie jest nowe, czego dowodzi choćby skandal z Romanem Polańskim i jego 13-letnią dziewczynką. Wywołany na nowo, po latach, przypomniał światu dwa problemy. Pierwszy: że nawet inteligentnym dorosłym ludziom może przyjść do głowy współżycie z dzieckiem. Drugi: że są dzieci, które na to się godzą, czasem same kuszą.
Jak pokazują badania seksuologa Zbigniewa Izdebskiego, w ciągu ostatnich 10 lat podwoił się procent nieletnich rozpoczynających życie erotyczne. Obniża się też wiek ich inicjacji. I rośnie liczba tych, dla których seks staje się towarem wymiennym: za gadżety, za doładowanie komórki… Jest jeszcze i trzeci problem: co o tej „zaradności” pociech wiedzą ich rodzice? Może i pytają, co słychać w szkole. Ale już nie mają czasu się zastanowić, skąd córka ma nową komórkę, kozaki, torebkę.
Nie jestem prostytutką, przecież to ja wybieram
Ania z Warszawy

W słuchawce dziewczęcy, wręcz dziecięcy głos. – Nie mogę teraz rozmawiać. Niech pani zadzwoni o 21, wtedy wychodzę z domu – prosi Ania. Ma 15 lat, chodzi do III klasy warszawskiego gimnazjum. W ciągu ostatniego roku miała pięciu sponsorów. W zamian za prezenty, czasem też pieniądze, uprawiała z nimi seks. Nadal to robi. Zgadza się na rozmowę, ale tylko przez telefon.
Dzwonię o umówionej godzinie. – Późno wychodzisz z domu, mama się zgadza? – pytam. Ania mówi: – Kiedyś się kłóciła, teraz nawet nie pyta, dokąd idę i kiedy wrócę. Mówię, że wychodzę. To wystarczy. – A kiedy wrócisz? – Nie wiem, może o pierwszej w nocy? – zastanawia się. – Nie zaśpisz do szkoły? – Na pewno zaśpię. Ale i tak uczyć mi się nie chce. Wszystko do bani – mówi. – Dlaczego? – dopytuję. – Bo mam głupi dom. Ojciec nas zostawił, gdy się urodziłam. Palant, nie mam zamiaru go szukać – w głosie Ani wzburzenie. – A jaka jest twoja mama? – Strasznie konserwatywna – w głosie ironia. – Wyjaśnić, co to znaczy? Proszę bardzo. Modli się bez przerwy, ciągle chodzi do kościoła. Żyje w jakimś innym świecie. Ciągle się złości, że źle się ubieram. Mówi, że wyzywająco. Powinnam chodzić ubrana jak zakonnica, a ja lubię krótkie spódniczki, oko pomalować. Pyta pani, o czym z nią ostatnio rozmawiałam? Ha, ha! Wcale z nią nie rozmawiam. Pracuje w jakimś urzędzie, od rana do wieczora. Mijamy się, no i dobrze. Nie cierpię jej. Jest okropna. Ciągle krzyczy. Raz mi wykrzyczała, że mnie nie kocha. Odpowiedziałam: „Ja ciebie też nie”. Brat to co innego: mądry i grzeczny. Jego to na pewno kocha. Ostatnio wyzwała mnie od dziwek, bo zaczęła się domyślać, co robię. Myślę, że mi zazdrości. Na nią żaden facet nie spojrzy, dlatego jest sama. – A jest coś, za co ją lubisz? – Nie. Wredna jest. Nie akceptuje mnie. Żadnych pieniędzy nie daje, więc postanowiłam poradzić sobie sama – tłumaczy. – Ale denerwuje mnie określenie „galerianka”. Byłam na tym filmie. Przerysowany jest. Mieć sponsora to nic złego – mówi beznamiętnie.
– Jak to się zaczęło? Koleżanki mnie namówiły. One już to robiły. Miały ładne ciuchy, a ja przy nich jak sierotka. Pomyślałam: dobra, też spróbuję. Pierwszego sponsora miałam w drugiej klasie gimnazjum. Nie, nie byłam już dziewicą. Przedtem chodziłam z chłopakiem ze szkoły, z nim przeżyłam pierwszy raz. To był seks dla siebie, teraz jest dla zysku, czyli już niezbyt przyjemny, choć parę razy było miło. No tak, niektórych panów to nawet polubiłam. Podobali mi się. Z jednym kolację przy świecach jadłam. Pierwszy sponsor kupił mi eleganckie botki. Teraz żądam droższych rzeczy, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, ile jestem warta. Czuję się ważna, przy nich potwierdzam swoją atrakcyjność. Tylko za pierwszym razem było dziwnie, taka byłam „wymiętolona”. Kąpałam się dwie godziny, żeby zmyć z siebie jego zapach. Teraz zamykam oczy i myślę o czymś innym.
To ja ich wybieram. Zwracam uwagę, jaką mają komórkę, jakie buty. Czy są zadbani, ładni. Ze starymi nie chcę. Do 35 lat wchodzi w grę. Nieraz nawet nie znam ich imion. Jak to się odbywa? Podchodzę, uśmiecham się zalotnie, coś upuszczę na podłogę, on podnosi. Zaczynamy rozmawiać. Czasem sam pyta: „Pojedziemy gdzieś?”. Wtedy mówię, co za to chcę. Załatwiamy to od ręki: najpierw on coś kupuje, potem seks. Jakie prezenty dostaję? Perfumy, komórkę, nawet iPoda. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby powiedział: za dużo żądasz. Sponsorzy to moja kopalnia złota. Ostatnio jeden dał mi pieniądze. Super! Może kiedyś przejdę tylko na pieniądze? Czy wierzę w miłość? W domu jej nie zaznałam, ale ponoć istnieje. Po co mi ona?
Ja tego nie robię, ale moje koleżanki – tak
Magda, uczennica gimnazjum

Kinga, moja koleżanka z klasy, zwykle skromnie ubrana, nagle zaczęła przychodzić do szkoły w najmodniejszych ciuchach. Szpanowała nową komórką, markowymi butami – opowiada Magda, uczennica drugiej klasy gimnazjum. – Jej rodzice nie są zbyt bogaci, więc skąd to wszystko ma? Zaczęłam podejrzewać, że kradnie w sklepach. Któregoś dnia zebrałam się na odwagę i wprost zapytałam, czy obrabowała jakiś bank. Wtedy powiedziała, że ma swoje miejsce w galerii, więc nie musi się martwić o kasę. Nie wiedziałam, o co chodzi, zrobiłam wielkie oczy. Roześmiała się: ,,Chodzi o przyjemność!”.
W weekend zabrała mnie do największej galerii w mieście. Snułyśmy się między butikami. Kinga bacznie lustrowała wzrokiem otoczenie. Tłumaczyła mi jak dziecku, że jej celem jest samotny, dobrze ubrany, dojrzały facet. Nie zaszkodzi podejść i zagadać, a nuż zechce wejść w układ? Usiadłyśmy w kawiarni, a ja nadal nie kapowałam. Szturchnęła mnie po chwili w łokieć: „Uważaj, będzie się działo”. Podszedł do nas jakiś mężczyzna, chyba po czterdziestce, który wcześniej nam się przyglądał. Zapytał grzecznie, czy nie potrzebujemy jakiegoś ciuszka. Kinga odpowiedziała z uśmiechem, że zawsze miło coś dostać. Wtedy on: „To co, pojedziemy do mnie?”. Pojechali. A dzień później pojawiła się w szkole w nowej kurtce. Dumna jak paw. Usłyszałam: „Byłoby fajnie iść do łóżka z kimś, kogo kocham, ale co ja bym z tego miała?”.
Kinga chodzi do galerii średnio raz w tygodniu. Nigdy w weekendy, bo wtedy można spotkać kogoś ze szkoły albo sąsiadów. Najchętniej poluje w dzień. Nie boi się. Mówi: „Zawsze można powiedzieć, że się jest po lekcjach. Za to przecież nie zamykają”. Pomyślałam, że ona niczym się nie różni od prostytutki. Jej ulica jest po prostu pod dachem, a zapłatę, zamiast w gotówce, dostaje w formie rzeczowej. Dziwiło mnie, bo Kinga wcale się nie bała, że rodzice zapytają, skąd ma takie drogie rzeczy. Szybko mi wytłumaczyła, że oni się nią nie interesują. Kiedyś mama przeczytała jej pamiętnik. Kinga napisała w nim, że spała z Marcinem. On miał wtedy 21 lat, ona 14. Była afera? Jej matka nawet tego nie skomentowała!
Jest mnóstwo dziewczyn, które po galeriach nie chodzą, ale myślą i postępują jak typowe galerianki. Bo nie o miejsce chodzi, ale o styl myślenia i działania. Niektóre sprzedają się na jednym z czatów popularnego portalu (tu pada jego nazwa). Nie wierzy pani? Wystarczy wpisać hasło: „doładowanie”. Zaraz pojawi się masa ofert: „Prześlę swoje seksowne zdjęcia w zamian za doładowanie mojej komórki”. Jak to działa? Zainteresowany musi zalogować się na czacie i „zachęcić”, czyli napisać na przykład: „Chcę fotki za kod”. Bez obaw, dziewczyny zgłoszą się błyskawicznie. Wystarczy wysłać im kod doładowania komórki, a one zrewanżują się e-mailem z pikantnymi fotkami. Niektóre oferują nawet krótkie filmiki pornograficzne ze swoim udziałem. Nienormalne.
Nie miałam pojęcia, czym się trudni moja córka
Małgorzata, mama 15-letniej Leny

Ciągle zadaję sobie pytanie, gdzie popełniłam błąd. Przecież córka miała wszystko: własny pokój, kieszonkowe, wakacje za granicą – mówi Małgorzata, matka Leny. Elegancka czterdziestodwulatka, agentka ubezpieczeniowa w dużej firmie. – Pochłonięta pracą przegapiłam moment, gdy córka przestała być dzieckiem – przyznaje. – Lena chodzi do dobrego gimnazjum, nigdy nie było z nią problemów. Ułożona, świetnie się uczy. Tylko zawsze była zamknięta w sobie. Wracała ze szkoły i od razu znikała w swoim pokoju. A na pytanie: „Jak było w szkole?”, miała zawsze tę samą odpowiedź: „Normalnie”. Gdy zaglądałam, udawała, że śpi. Myślałam: „Dojrzewa, ma chwiejny nastrój”.
Na ostatniej wywiadówce wychowawczyni powiedziała: „W szkole jest poważny problem. Dziewczyny oddają się mężczyznom poznanym przez internet lub w galeriach handlowych za prezenty albo pieniądze”. Prosiła, by obserwować, jak córki wychodzą ubrane, czy nie przesadzają z makijażem. Lena tylko raz wyszła z łazienki z mocno pomalowanymi ustami. Kazałam jej to natychmiast zmyć – wspomina. – Wtedy, po tej wywiadówce, wróciłam zszokowana; przecież to dobre gimnazjum, a nie jakaś zawodówka. Byłam przekonana, że nas problem nie dotyczy. Takie rzeczy zdarzają się w rodzinach patologicznych. Ale co to znaczy? W każdej może być coś nie tak. Co u nas było nie tak? Mój mąż miał romans. Byłam tak zajęta walką o swoje małżeństwo, że nie zauważyłam, co dzieje się z córką. Nagle zaczęła mieć nowe ciuchy, których jej nie kupowałam. Twierdziła, że pożycza od koleżanek. Zaczęła mi robić wymówki, że jest najgorzej ubrana w klasie. „Mamy kryzys, musimy zacisnąć pasa” – mówiłam, gdy chciała kolejne markowe buty.
Jak odkryłam, że ona to robi? To nie ja, to moja znajoma. Zadzwoniła: „Widziałam wczoraj Lenę, jakiś starszy mężczyzna trzymał rękę na jej pośladku, spacerowali po galerii handlowej”. Struchlałam. Wczoraj? Mówiła, że idzie pomagać dzieciom z domu dziecka. Opowiadała, że jest wolontariuszką. Byłam z niej dumna. Gdy wróciła do domu, napadłam na nią w drzwiach. Zaczęłam ją szarpać: „Co ty robisz?! Kto to był? Skąd masz te nowe kozaki?”. To był krzyk rozpaczy, bo przecież wiedziałam. Roześmiała się: „Sama mnie uczyłaś, że facet powinien płacić za kobietę”. Dziś, po roku systematycznych wizyt u psychologa, mogę mówić o tym w miarę spokojnie. Cała rodzina chodzi na terapię. Przed nami daleka droga.

Źródło: zdrowie.onet.pl/1595859,2041,,,,
galerianki_margines_czy_zaniedbane_dzieci,psychologia.html

Apetyt na seks: pikantnie czy słodko

Artykuł z Dziennika:

Apetyt na seks: pikantnie czy słodko
Na zakąskę: owocowy raj. Danie główne: miłość w sosie własnym. A na deser: bita śmietana i czekoladowe noce. Seks i jedzenie – dwie rozkoszne pokusy, którym nikt nie potrafi się oprzeć. Ale można je połączyć. Trzydaniowa kolacja przy świecach zaspokoi każdy apetyt. Czujesz już te smaczki?
Jedzenie pobudza zmysł smaku i powonienia, a seks dodatkowo dotyk, słuch oraz wzrok. Czyli zaspokajając apetyt na seks, osiągamy wymarzoną pełnię. Warto, żeby nasz partner do jedzeniowo-erotycznych zabaw był smakoszem – to oni sprawiają, że ziemia drży nam pod stopami. Ten, kto docenia dobre jedzenie, rozumie swoją zmysłowość. Fan hamburgerów, który od lat rezyduje w McDonaldzie, według naukowców, jest pozbawiony wyobraźni i nie osiągnął seksualnej dojrzałości. Mówiąc krótko – ktoś, kto poświęci dużo czasu na przygotowanie pysznego jedzonka, z pewnością zadba, by partner osiągnął orgazm…
Na zakąskę: owocowy raj
Zakąska jest jak gra wstępna. Co wprowadzi was w zmysłowy nastrój? Oczywiście zmysłowe potrawy: miękkie, mokre, słodkie, najlepiej wilgotne. Mogą to być delikatne ostrygi, świeże figi, truskawki, brzoskwinie, awokado. Zróbcie sobie zastrzyk afrodyzjaków, bawcie jedzeniem i sobą (większość owoców ma zmysłowe kształty – zwróćcie na to uwagę i wykorzystajcie je w grze miłosnej).
Danie główne: miłość w sosie własnym
Danie główne zaserwujcie sobie w świetle świec, najlepiej skąpo odziani: ona w samym fartuszku, on przepasany obrusem. Niech partner potraktuje cię jak danie dnia: zje z ciebie delikatna sałatę, potrawę w delikatnym sosie, który można zlizywać z brzucha, ud i szyi. Docenicie wtedy siłę zmysłów. Po posiłku kolejna atrakcja: przed deserem możecie się razem wykąpać.
Deser: bita śmietana i czekoladowe noce
Jedzenie + sypialnia = bita śmietana. Naprawdę warto wypróbować to połączenie. Wystarczą dwa pojemniki z bitą śmietana w sprayu, a zabawy i rozkoszy nie będzie końca. Tylko nie smarujcie się może od stóp do głowy: co za dużo to niezdrowo. Psiknięcie tu, psiknięcie tam. Wystarczy odrobina, a zlizywanie jej może trwać wieczność. Jeśli po bitej śmietanie macie mdłości, są jeszcze lody, owocowe syropy, galaretka. No i oczywiście: cudowna czekolada. Skoro według naukowców potrafi zastąpić seks, co będzie kiedy zje się ją podczas miłosnego aktu? To naturalny afrodyzjak, który daje siłę i energię. I najbardziej seksowna przekąska. Na koniec wznieście toast szampanem albo winem musującym. Może też potrenować zmysłowe triki. Pamiętacie jak bohaterka ”Miasteczka Twin Peaks” językiem zawiązywała na supełek szypułkę wiśni… Przed wami cała noc.
Tych smaczków nie poczuje partner, który:
1. Ciągle wybrzydza. Skoro boi się nowych smaków, w łóżku nie będzie eksperymentował; oby ci nie obrzydził seksu tak jak jedzenia
2. Je za szybko. To samolub, którego nie obchodzi partnerka
3. Jest wiecznie na diecie. Może wstydzić się swojego ciała i mieć zahamowania
4. Lubi się objadać. Kolejny egoista nastawiony tylko na swoją przyjemność.

(dziennik.pl/kobieta/seks-bez-tabu/article160645/Apetyt_na_seks_pikantnie_czy_slodko.html)

Ludzie będą modlić się do opłatka we krwi

Proboszcz z Sokółki mówi o cudzie. Watykan nie
Choć Watykan milczy w sprawie – jak to nazywają niektórzy Polacy – cudu w Sokółce, kler z parafii, w której opłatek miał zamienić się w ludzkie serce, wie swoje. Proboszcz buduje kapliczkę, by umieścić w niej “cudowną hostię“. Chce traktować zbroczony krwią opłatek jak relikwie.
Skoro mamy do czynienia ze świętością, która jest fragmentem ciała ludzkiego, a wręcz boskiego należy nazywać to relikwiami” – cytuje słowa proboszcza parafii św. AntoniegoGazeta Współczesna“. “Być może Bóg chce zwrócić naszą uwagę na to, jak ważna dla chrześcijan powinna być Święta Komunia” – dodaje ksiądz Stanisław Gniedziejko.
Tajemnicza Hostii, która jesienią zeszłego roku przemieniła się w fragment tkanki ludzkiego mięśnia sercowego przechowywana jest w kaplicy na plebanii. W kościele św. Antoniego trwają prace remontowe m.in. przygotowywana jest specjalna kaplica, w której w przyszłości maja zostać umieszczone relikwie – przypomina “Gazeta Współczesna“.
Stolica Apostolska została poinformowana o zdarzeniu w Sokółce” – tłumaczy w gazecie ksiądz Jerzy Trela z Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie. “Nic mi jednak nie wiadomo o tym, aby Watykan poprosił o szczegółową dokumentację badań nad tym zjawiskiem. Nie rozpoczął także procedur wyjaśniających, czy mamy do czynienia z cudem“.

źródło: dziennik.pl/wydarzenia/article497396/Ludzie_beda_modlic_sie_do_oplatka_we_krwi.html

Krzyż na gołej Polce obraża katolików

Krzyż na gołej Polce obraża katolików

Cel uświęcił środki?
Katolicy w Stanach Zjednoczonych i nie tylko grzmią z oburzeniem, że to zdjęcie to skandal! Na ich celowniku znalazła się Joanna Krupa – polska modelka robiąca karierę za oceanem. Chodzi o fotografię, na której Polka jest zupełnie naga. Jej jedynym ubranie jest… krzyż.
Zdjęcie zostało zrobione na potrzeby organizacji PETA, która prowadzi kampanię mającą na celu pomoc bezdomnym zwierzętom. Joanna jest ucharakteryzowana na anioła, co ma wzmacniać hasło kampanii: “Bądź aniołem dla zwierząt. Zawsze adoptuj, nigdy nie kupuj.” Nie jest to pierwszy raz, kiedy Krupa angażuje się w akcję PETY (wcześniejsze plakaty z piękną polką oraz innymi gwiazdami możecie obejrzeć w naszej galerii), jednak po raz pierwszy wzbudziło to takie kontrowersje.
Takie zachowania są bardzo nie na miejscu. To kolejny przykład obrażania wartości chrześcijańskich we współczesnym świecie. To nadużycie, które nigdy nie powinno mieć miejsca!” – grzmiał wczoraj Dean Hudson, amerykański katolicki publicysta.
O dziwo z dużo większą wyrozumiałością do sprawy podchodzi Ryszard Nowak, znany najbardziej ze swojej krucjaty przeciwko zespołowi Behemoth i jego liderowi Nergalowi. Zapytany o swoje uczucia religijne przez naszych kolegów z serwisu Plotek.pl, odpowiedział w ten sposób:
Słuszny cel, bo psy to są zwierzęta i też cierpią. Gdy tylko zobaczyłem ten plakat powiedziałem – dobrze, że robią tę kampanię. Jednak zrobili to nieładnie. Człowiek zamiast skupić się na problemie, jakim jest cierpienie psów, kojarzy ten plakat wyłącznie z krzyżem na gołym łonie modelki.
Dla Joanny wniosek powinien być jeden: powrót do Polski, tu jest mniej radykałów, a i nasz kraj stanie się od razu piękniejszy, i w “Tańcu z gwiazdami” znajdzie się miejsce. Zapraszamy serdecznie, Joasiu.
A jakie jest wasze zdanie? Czy Joanna Krupa obraziła was swoim pięknym ciałem?
Jeśli nie i jeśli macie ochotę na więcej, zapraszamy do obejrzenia sesji zdjęciowej Joanny, w której pozuje topless, oraz do przejrzenia efektów jej wcześniejszej współpracy z organizacją PETA.

Starsze wpisy »